Czym różni się dobre logo od taniego?
Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że zaprojektowanie logo nie polega na narysowaniu znaczka i dobraniu literek. To długotrwały proces, w trakcie którego projektant zwraca uwagę na całe mnóstwo różnych rzeczy, których użytkownik logo nie jest świadomy. Nie da się wykonać logo w dwie godziny. A raczej: nie da się zaprojektować logo w dwie godziny, bo narysować projekt, który mamy w głowie jak najbardziej. Do narysowania ostatecznej wersji wiedzie jednak długa droga.
Po pierwsze: brief. Zawarte w nim pytania pozwalają na sprecyzowanie wizji logo, poznanie filozofii firmy, jaką ma ono odzwierciedlać, zorientowanie się ogólne w guście zlecającego, a wreszcie stwierdzenie, czy wizja ta ma rację bytu w branży, w jakiej ma zostać użyta. Przeważnie klient przychodzi z mniej lub bardziej szczegółowymi wytycznymi, typu: „chcę koniecznie czerwony dach w swoim logo” albo „podoba mi się ta czcionka, proszę jej użyć”. Takie wskazówki są niezwykle cenne, ale często zdarza się, że trzeba coś wyperswadować. Pokazujemy logo konkurencji i mówimy: „czerwony dach nie wyróżni firmy, ponieważ w branży jest bardzo dużo podobnej symboliki. Może zamiast tego przedstawimy filozofię firmy w sposób mniej dosłowny?” Klient albo przyjmie sugestię, albo nie. Ostateczna decyzja należy zawsze do zlecającego, natomiast zadaniem projektanta w takim przypadku staje się wymyślenie na tyle oryginalnego czerwonego dachu, by wyróżniał tę konkretną firmę na tle konkurencji i jednocześnie był jak najbliższy wizji klienta.
Druga kwestia: kolor. Jeżeli klient upiera się przy jakiejś kolorystyce, ale nie ma wiedzy na temat znaczenia koloru w biznesie, nawet najlepiej narysowany znak firmowy nie spełni swojego zadania, gdyż nie będzie kojarzony z branżą. Projektant graficzny musi dysponować wiedzą, którą zawsze dzieli się z klientami, gdyż zależy mu na jak najlepszym wykonaniu swojej pracy, a nie tylko na otrzymaniu pieniędzy. Projektant traktuje swoją pracę niezwykle poważnie i nie może sobie pozwolić na fuszerkę. Nie po to uczy się o zestawieniach kolorów, nie po to studiuje dziesiątki publikacji na ten temat, by bez walki pozwolić klientowi na posiadanie logo w barwach „groszku z marchewką” dla firmy z branży doradztwa finansowego… Uprzedzając pytania: tak, zdarzyła mi się taka sytuacja i udało się osiągnąć kompromis, a klient był zachwycony ostatecznym projektem, gdyż zrozumiał, że proponowana przeze mnie kolorystyka rzeczywiście prezentuje się o wiele lepiej. Nie było w tym podstępu, po prostu zaproponowałam dwa rozwiązania – jedno w kolorach wybranych przez klienta, a drugie w wybranych przeze mnie.
Sprawa kolejna: trendy. Spędzam całe godziny na przeglądaniu albumów, fotografii w Internecie, a wreszcie na oglądaniu stron innych projektantów, by jak najlepiej orientować się w panujących trendach i przewidywać nadchodzące. Niestety nadal wiele jest w Polsce firm, które na swoje logo wybierają znak o stylistyce lat sześćdziesiątych, a nawet trzydziestych. Dlaczego boimy się podążać za nowoczesnym stylem projektowania? Kiedy widzę niemal identyczne szyldy salonów fryzjerskich, jestem w stanie zrozumieć takie postępowanie, natomiast w przypadku wielu korporacji moja tolerancja automatycznie się zawęża. Ktoś, kogo stać na nowoczesne logo, nie powinien tkwić w PRL`u ze swoją identyfikacją wizualną. Prosty przykład: dlaczego ogromne międzynarodowe firmy ciągle ulepszają swoje logo, czerpiąc z najnowszych zdobyczy sztuki, jaką jest projektowanie? Właśnie dlatego, że kiedy przestajemy się rozwijać, automatycznie zostajemy w tyle. Obecne czasy to już nie okres, kiedy wystarczyło wymalować na desce but, żeby pokazać, że w budynku mieści się zakład szewski. Żyjemy w dobie nieustannego rozwoju we wszystkich branżach i aby zaistnieć trzeba się wyróżniać. Wymyślone przed wiekami rozwiązania przestały się sprawdzać, a my uparcie je stosujemy. Nie pojmuję tego, tym bardziej, że większość z nas korzysta z innych zdobyczy cywilizacji, jak telefony komórkowe czy systemy nawigacji, zupełnie nie zwracając uwagi na rozwój w branży projektowej. Jest to błąd, kosztujący niejednokrotnie więcej, niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić.
Po czwarte: plagiat. Jeśli nie ma się znajomości branży, jeśli na jej poznanie nie poświęca się kilku godzin dziennie, nie sposób orientować się na tyle w stworzonych już identyfikacjach, by uniknąć plagiatu. Narysować domek potrafi każdy. Sprawić, by ten domek nie był wcześniej wymyślony i narysowany przez kogoś innego – tylko projektant graficzny z prawdziwego zdarzenia. Codziennie widzę jakieś elementy, które można by traktować jako plagiat. CODZIENNIE. Zwłaszcza w portfoliach „grafików za dziesięć złotych”. Czy warto ryzykować, że naszą firmę reprezentuje kradziony symbol? Nie sądzę. A jednak nadal wydaje się nam, że ktoś, kto za logo każe sobie zapłacić grosze, nie popełni plagiatu. Owszem, popełni. Czasem nieświadomie, często z rozmysłem. Niewiele można mieć oryginalnych pomysłów, jeżeli na stworzenie logo poświęca się dwie godziny… Najczęściej więc wpisuje się w wyszukiwarkę frazę: „house logo” i oto mamy całą bazę domków do wykorzystania. Nieważne, że ktoś poświęcił wiele godzin na ich stworzenie, prawda? Można na ich podstawie zrobić coś, co niewiele się różni i sprzedać. Kilka takich dziennie i wychodzi niezła dniówka. Po co więc się przemęczać?
Po piąte i ostatnie: oprogramowanie. Załóżmy, że „grafik”, który proponuje, że wykona logo za 10 złotych w dwie godziny, mieszka sam. Załóżmy, że wynajmuje mieszkanie i utrzymuje się tylko z grafiki. Potrafi wykonać kilka projektów dziennie, a to przy optymistycznych założeniach może dać około 60 złotych. Idziemy dalej – pracuje 6 dni w tygodniu, czyli zarabia 360 złotych tygodniowo. Mieszkanie, wyżywienie, opłaty… Ale oprogramowanie graficzne kosztuje kilkanaście tysięcy złotych… Czy naprawdę wydaje nam się, że ktokolwiek z tych „grafików” dysponuje oryginalnym oprogramowaniem? A co z uaktualnieniami programów, sprzętu? Co z licencjami na wykorzystywane materiały? Przecież takie osoby projektują nie tylko logo, potrzebują też zdjęć do ulotek, plakatów, stron internetowych… Licencja na zdjęcie, która umożliwia odsprzedaż, to wydatek rzędu co najmniej kilkudziesięciu złotych. Nie oszukujmy się: nie da się korzystać z legalnego oprogramowania i tworzyć logo za 10 złotych. Chyba że jest się uczniem gimnazjum albo liceum, mieszka się z rodzicami, którzy są w stanie zasponsorować komercyjne oprogramowanie w zamian za to, by syn dorobił sobie do kieszonkowego. Ale wobec tego: czy ktokolwiek, komu zależy na budowaniu pozytywnego wizerunku swojej firmy, zleci takiej osobie zbudowanie identyfikacji wizualnej?
Nie poruszyłam jeszcze kilku mniej istotnych kwestii, ale bez wątpienia będę miała okazję. Najważniejsze jednak jest to, by klienci dostrzegli, jak wiele ryzykują, zlecając pracę osobom, które niewiele wiedzą na temat projektowania. Może się okazać, że logo, na którym chcieliśmy zaoszczędzić, będzie kosztowało nas w efekcie o wiele więcej niż zapłacilibyśmy firmie projektującej. Jeżeli szanujesz siebie i swój czas, nie oddasz wizerunku własnej firmy komuś, kto zrobi to w dwie godziny.